18 lut 2015

Rozdział 4 - ,,Nic nie trwa wiecznie''

           Zbliżał się weekend. Przez ten czas starałam się nie zostawać sama z Hikaru, ponieważ obawiałam się, że znowu mu ulegnę. Owszem chciałam się zakochać, ale to wszystko dzieje się zbyt szybko. Siedziałam przed lusterkiem i czesałam swoje czarne, długie włosy, a moje myśli w dalszym ciągu zajmował brunet. Nawet nie chcę myśleć co by się działo, gdyby Emi wtedy nam nie przeszkodziła... pocałowałby mnie. Poczułam, że się rumienie i natychmiast starałam się wrócić do normalnej temperatury, ale na marne. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę.- spojrzałam w stronę drzwi, a moim oczom ukazał się Rei.
-Witaj Riko. - usiadł na łóżku i nie spuszczał ze mnie wzroku.- Wybacz, że nagle zniknąłem, ale miałem pewną sprawę do załatwienie. Swoją drogą... działo się coś ciekawego podczas mojej nieobecności w domu?
-Em...poznałam nową koleżankę. Ma na imię Emi i jest bardzo dobrą osobą. - pierwsza myśl jaka wpadła mi do głowy. Nie chciałam mówić mu o sytuacji z Hikaru, ponieważ bym się przegrzała. Jego wzrok zrobił się podejrzliwy, a to nigdy nie wróży dobrze.
-Rozumiem. Na pewno nie działo się coś jeszcze? Wiesz, że możesz mi o wszystkim powiedzieć. - nienawidzę, gdy jest aż taki opiekuńczy. Co ja mam mu powiedzieć?! Że podczas jego nieobecności Hikaru prawie zaatakował mój język?
-Nie, nie. Wszystko w porządku... jesteś zbyt opiekuńczy.- ponownie się uśmiechnął. Wygląda na to, że sobie odpuścił wypytywanie mnie.
-Wiem, że może przesadzam ze swoją opiekuńczością. Nie było mnie tyle czasu przy Tobie i chciałbym to nadrobić. Jesteś dla mnie ważna i chcę być dla ciebie wsparciem w każdej chwili. Zawsze będę stał po twojej stronie Riko... jestem twoim kuzynem i pamiętaj, że cię kocham.- nim się spostrzegłam podszedł i przytulił mnie do siebie. Nawet nie ma pojęcia jak byłam mu wdzięczna za te słowa. Jego słowa upewniały mnie w tym, że to miejsce jest wszystkim o czym zawsze marzyłam. Oddałam uścisk, a w moich oczach stanęły łzy szczęścia. Szybko otarłam je rękawem i odetchnęłam, aby nie wybuchnąć płaczem.
-Rei... nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. Owszem nie było cię ze mną przez tyle lat, ale to nie twoja wina. Teraz spotkaliśmy się ponowne i nie pozwólmy, aby ponownie nas rozdzielono. Pamiętaj, że również możesz na mnie liczyć. - odgarnął mi włosy z twarzy i spojrzał w oczy. Wadziłam w nich szczęście i radość... widocznie spowodowały ją moje słowa.
-Za tak piękne słowa mam dla ciebie kilka rzeczy. Moje chwilowe zniknięcie nie poszło na marne. Potraktuj to jako prezenty. Skoro kiedyś cię nie rozpieszczałem, to zrobię to teraz. - byłam w szoku. Nie mam zielonego pojęcia jaką kwotę mój kuzyn władował w te prezenty. Chciałam mu je oddać, ale to by było bezsensowne. Wzięłam się za oglądanie ,,drobiazgów'', które dostałam. Była to masa ubrań, perfumy,ozdoby do włosów i kilka nowych książek do nauki.
-Dziękuję ci za te prezenty. Nie mam zielonego pojęcia jak ci się odwdzięczę.
-Sama twoja obecność jest wystarczającą zapłatą. Zajrzę jeszcze do chłopaków... dla nich też mam kilka drobiazgów. - pogłaskał mnie po głowie i wyszedł z pokoju. Wzięłam jedną z ozdób do włosów, którą dostałam od Rei'a i wpięłam ją we włosy. Była taka śliczna... uznałam, że wyglądam z nią bardziej dziewczęco. Wzięłam teczkę i zeszłam na dół. Niebawem szkoła, a ja byłam cholernie głodna. W jadalni nie było nikogo... przynajmniej nie grozi mi wpadnięcie na Hikaru. Zjadłam śniadanie, wzięłam kanapki do szkoły i opuściłam dom.
         Potrzebowałam chwili, aby odetchnąć. Obecność tego głupka tylko by mnie peszyła. Szłam spokojnym krokiem przez park, gdy nagle ogarnął mnie niepokój. Zdawało mi się, że ktoś mnie śledzi, a moje przeczucie nigdy się nie myli. Złapałam za kamień i rzuciłam go w stronę krzaków. Usłyszałam wrzask, a potem kilka przekleństw, które dana osoba mówiła pod nosem. Wyciągnęłam miecz i podeszłam bliżej. Okazało się, że to szpieg z mojego klanu... to znaczyło, że ojciec wie gdzie jestem. Podeszłam z mordem w oczach, a mężczyzna starał się uciekać lecz na marne. Złapałam go za włosy i rzuciłam nim o drzewo. Podeszłam i przyłożyłam mu miecz do gardła... bał się.
-Gadaj śmieciu... po co cię przysłał? - moja wściekłość rosła z minuty na minutę. Miałam ochotę go zabić.
-N-Nie mogę!
-Gadaj do cholery! Przysięgam ci bydlaku, że jak mnie zdenerwujesz to twoje życie skończy się tu i teraz! - złapałam go za szyję i ścisnęłam.
-O-On... chcę, abyś wróciła....- poluźniłam uścisk, aby mógł mówić. Byłam coraz bardziej wściekła, a strach tego gościa był coraz większy.
-Słuchaj uważnie... przekaż temu prostakowi, że nigdzie się stąd nie ruszam. Niech przestanie mnie szpiegować bo przysięgam, że wpadnę do tego zakichanego klanu i urządza wam taką rzeźnie... o jakiej wam się nie śniło. Jeśli jeszcze raz cię tu zobaczę to bądź pewny, że pożegnasz się z życiem... a teraz wynocha! - rzuciłam nim w kolejne drzewo. Krwawił, ale nie obchodziło mnie to. Ten człowiek wraz z moim ojcem chciał pozbawić mnie szczęścia. Nienawidzę tego pieprzonego klanu! Ci wszyscy ludzie myślą jedynie o swoich zamiarach i nie zwracają uwagi na uczucia innych. Ich postępowanie było okropne, ale widziałam, że niebawem to się skończy. Jeśli ja tego nie skończę... to nikt tego nie zrobi. W pewnym momencie poczułam, że ktoś mnie łapie za nadgarstek. Byłam gotowa kopnąć daną osobę, ale moja noga została złapana.
-Rika spokojnie! Co tu się stało? Czyja to jest krew? - pierwszy raz tak się cieszyłam, że widzę Hikaru. Odetchnęłam z ulgą i stanęłam naprzeciwko niego wyrywając swoją rękę z Jego uścisku.
-Był tu szpieg z mojego klanu... pokazałam mu gdzie jego miejsce. Mój ojciec wie, że tu jestem i usilnie próbuje sprowadzić mnie do domu. Bądź spokojny... nie zabiłam go, a trochę poturbowałam. - znowu poczułam zakłopotanie, ale postanowiłam, że jakoś będę nad tym panować. W chwili obecnej musiałam się zastanowić jak pozbyć się ojca. Wiem, że puki on żyję nie będę w stanie zaznać spokoju.
-Szpieg? Musisz jak najszybciej porozmawiać z Rei'em. Osoby w twoim otoczeniu mogą być zagrożone. Co prawda ja i Natsume potrafimy walczyć, ale chodzi mi głównie o Emi. Nie jest niczemu winna, ale grozi jej niebezpieczeństwo i to poważne. - byłam zaskoczona i to bardzo. Hikaru naprawdę przejął się tym wszystkim. Pod wpływem emocji przytuliłam go... nie rozumiem dlaczego się nie powstrzymałam, ale mam to gdzieś.
-Hikaru... dziękuję. Nawet nie wiesz jak cała sprawa mnie martwi... miałam nadzieję, że ojciec mnie nie znajdzie. Nie chce być znowu jak ptak w klatce. - widziałam, że jest zaskoczony. Oddał uścisk uśmiechnął się szeroko... ten uśmiech zapamiętam na zawsze.
-Nie pozwolę cię skrzywdzić... obiecuję. Chodźmy do szkoły, dobrze? Chyba nie myślisz, że pozwolę ci iść samej.- pogłaskał mnie po głowie, a następnie złapał za rękę i zaczął prowadzić w stronę szkoły. Uśmiechnęłam się... pierwszy raz od śmierci mojej mamy. W tym samym momencie Hikaru na mnie spojrzał. Zauważyłam na jego twarzy rumieńce i szok.
-Jeny... z uśmiechem jesteś jeszcze bardziej urocza. Nawet nie wiesz jak się cieszę widząc twój uśmiech. - cieszyłam się, że swój uśmiech podarowałam właśnie jemu. Czułam ciepło, które ogarnęło moje ciało. Zarumieniony głupek to rzadki widok... choć mój uśmiech jeszcze rzadszy. Liczyłam na to, że dojście do szkoły zajmie nam bardzo dużo czasu. Cała sytuacja była dla mnie jak przepiękny sen... czułam się jak księżniczką, którą ratuje przystojny książę. Przyznam, że dobre uczucia są cudowne i chcę poznawać ich coraz więcej, ponieważ wiem, że warto.
        Nie mogłam się skupić na lekcji. Moje myśli ciągle krążyły wokół tego szpiega. Bałam się o życie Emi... pierwszy raz byłam tak przejęta drugą osobom. Miałam też na głowie egzaminy i naukę. Niby szybko rozumiałam niektóre rzeczy, ale nawet i we mnie było choć troszeczkę lenistwa. Hikaru mówił, że ci co obleją egzaminy zostaną zapisani na kursy pomocnicze, które odbywają się zaraz po szkole. Jakoś nie mam ochoty zajmować sobie czasu, więc zaliczę wszystko od razu. Przecież nie jestem głupia, a materiału nie ma tak dużo. Zadzwonił dzwonek, spakowałam swoje rzeczy i wyszłam z klasy. Wpadłam na Emi, która powitała mnie uściskiem.
-Rikuś! Tak się cieszę, że cie widzę! Nawet nie wiem jak ci dziękować za Natsume. W końcu zwrócił na mnie uwagę, a to wszystko dlatego, że mnie zaprosiłaś do posiadłości. Swoja drogą... mam nadzieję, że Hikaru cie nie zgwałcił, bo własnoręcznie go uduszę. - owszem była słodka, ale do czasu. Znowu oblał mnie rumieniec... cholera!
-Bądź spokojna. Nie zgwałcił mnie, a poza tym myślisz, że bym mu się dała? Nie masz mi za co dziękować... widać, że Natsume też na Tobie zależy. - blondynka zarumieniła się i ponownie mnie przytuliła.
-Mimo, że znamy się tak krótko to proszę... zostań moją przyjaciółką. - jej propozycja mnie zszokowała, ale też ucieszyła. Osobiście chciałam pierwsza zaproponować jej przyjaźń, ale mnie ubiegła.
-Emi...ja... przecież wiesz, że tak. - uśmiechnęłam się i oddałam uścisk. Uśmiech jednak potrafi być czymś przyjemnym, gdy masz kogo nim obdarować.
-Może pójdziemy gdzieś po szkole?
- Pewnie. Odkąd tu jestem nie miałam czasu, aby zwiedzić miasto. - bardzo spodobała mi się jej propozycja. W końcu spędzę czas z moją nową przyjaciółką.
-Wspaniale! Będę czekała pod szkołą. Szkoda, że jesteśmy w innych klasach, ale może za rok nam się poszczęści. Ten przedział od A do D jest bezsensu. - mruknęła i przeczesała ręką włosy. Nie muszę wspominać, że Emi potrafiła być czasami bardzo bezpośrednia.
        Nadeszła długa przerwa, którą postanowiłam spędzić na dachu. Wyciągnęłam śniadanie i zaczęłam jeść. Zastanawiam się jak ojciec zareagował na moja groźbę i czy podjął jakieś nowe działania. On jest do wszystkiego zdolny i mam tego świadomość. Na razie jesteśmy w szkole więc mam pewność, że Emi nic nie grozi. Często można ją zobaczyć w towarzystwie Natsume, no przynajmniej od wizyty w naszym domu. Mam wrażenie, że bariera ich nieśmiałości została przełamana. Tyle pozytywnych uczuć mnie otacza... to przyjemne. Miło jest mieć osoby, którym na tobie zależy. Odłożyłam na chwilę jedzenie i poprawiłam ozdobę, którą dostałam od kuzyna. Idealnie prezentowała się na włosach i była czerwono-czarna. Wyjęłam małą karteczkę i w czasie jedzenia zaczęłam powtarzać sobie pewne rzeczy na egzamin. Uznałam, że będę się uczyć w między czasie, aby przed egzaminami nie mieć za dużo materiału. Wtedy już całkowicie pomiesza mi się głowie. Szkolne życie jest całkiem fajne... nie rozumiem czemu niektórzy narzekają na szkołę.
        Gdy lekcje się skończyły od razu ruszyłam w stronę wyjścia. Powiedziałam Natsume, że wychodzę z Emi i poprosiłam, aby przekazał tę wiadomość Hikaru, ponieważ po wyjściu z klasy nie mogłam go nigdzie znaleźć. Blondynka siedziała na murku i ewidentnie nad czymś myślała. Podeszłam i delikatnie ją szarpnęłam, aby wyrwać ją z zamyślenia.
- Emi... już jestem. Idziemy? - odetchnęła i spojrzała na mnie z uśmiechem. Chyba niechcący ją wystraszyłam. Teraz przynajmniej wie co czuję, gdy ktoś wyrwie mnie z przemyśleń.
-Oczywiście. Wybacz mi, że się zamyśliłam, ale zastanawiałam się gdzie moglibyśmy pójść. Doszłam do wniosku, że najpierw pochodzimy po sklepach, a potem pójdziemy coś zjeść. Zgoda?
-Pewnie. Widzę, że idealnie wszystko zaplanowałaś. - uśmiechnęłam się i razem ruszyłyśmy w stronę sklepów. Widziałam tyle kolorowych wystaw, aż chciało się z nich wszystko kupić. Weszłyśmy do jakiegoś sklepu z drobiazgami. Wszystko było przepiękne i pełne blasku... oglądałam wszystko z zaciekawieniem. Każda najmniejsza rzecz wzbudzała moje zainteresowanie. W pewnym momencie natknęłam się na zawieszki w kształcie małych misiów.
-Emi spójrz! Są piękne, prawda?
-Słodziutkie! Przypominają mi nas. - miała całkowitą racje. Takie dwa, słodkie misie, które są najlepszymi przyjaciółmi. Postanowiłam, że je kupie i jednego podaruję właśnie mojej przyjaciółce. Zapłaciłam i wyszłyśmy ze sklepu.
-Proszę. Jeden jest dla ciebie... wiem, że jest malutki. Mimo to chcę, abyś go wzięła. - podałam jej jedną z zawieszek, a drugą przypięłam sobie do plecaka. Niebieskooka rzuciła mi się na szyję, a w jej oczach pojawiły się łzy. Mam nadzieję, że jej nie obraziłam bo nigdy sobie tego nie wybaczę.
-Dziękuję Rikuś! Będę ją zawsze nosić przy sobie! Obiecuję! - odkleiła się ode mnie i przywiesiła sobie misia do plecaka. Po udanych zakupach poszłyśmy zjeść coś dobrego. Byłyśmy w dobrych nastrojach. Dzisiejszy dzień znaczył dla mnie bardzo dużo i wiedziałam, że nigdy nie wymarzę go z pamięci. Cieszył mnie fakt, że tworze wspomnienia, które są warte ich posiadania.
          Nic nie trwa wiecznie, a dzień dobiegał końca. Postanowiłam, że odprowadzę Emi do domu. Wole mieć pewność, że jest cała i zdrowa. Byłyśmy blisko jej domu, gdy nagle przed nami pojawiło się kilku ludzi. Od razu wiedziałam, że są z mojego klanu. Wyjęłam miecz i schowałam przyjaciółkę za siebie... obronię ją choćbym miała zginąć.
-Cholerne dupki... pożałujecie, że ze mną zadarliście. Macie gwarancję, że skopie wam dupy!- zaczęła się walka. Wszyscy padali jak muchy praktycznie topiąc się we własnej krwi. Nie mam dla nich litości mimo, że byli z mojego kanu. Nie posiadali sumienia i nie potrafili myśleć własnym rozumiem. Wiem, że miałam nie zabijać, ale jeśli zostawię ich przy życiu zaatakują znowu z podwójną siłą. Widziałam przerażenie w oczach Emi... pierwszy raz widziała śmierć tylu osób. Nie wiem jak jej to potem wytłumaczę, ale skoro będzie żyć wiem, że robię dobrze. Ostatni mężczyzna... przebiłam go mieczem na wylot, a kilka kropel jego krwi pojawiło się na moim ubraniu. Padł i po chwili przestał się ruszać. Odetchnęłam starając się uspokoić i nabrać sił, aby wytłumaczyć niebieskookiej dlaczego urządziłam taką rzeźnie pod jej domem.
-Emi... posłuchaj mnie, proszę. - odepchnęła mnie i uciekła do domu dalej będąc w szoku. Do cholery jasnej! Taki cudowny dzień musiał się tak nagle spieprzyć przez bandę kretynów!? Miałam ochotę płakać z bezradności. Pozbyłam się ciał tych ludzi i usunęłam ślady krwi. Co za beznadziejna sytuacja....
        Wróciłam do domu z ciężkim sercem. Nie widziałam co ze sobą zrobić i byłam coraz bardziej zdołowana. Weszłam do salonu, a wszystkie spojrzenia od razu zostały skierowane w moją stronę.
-Coś ty robiła? - Rei podszedł do mnie i delikatnie chwycił mnie za ramiona. Miałam ochotę płakać i krzyczeć.
-Ludzie z kanu... zaatakowali mnie i Emi. Musiałam ją chronić, a oni przepłacili za to życiem. Ostrzegałam ojca, że ma przestać mnie szpiegować, ale widocznie zignorował moje słowa...
-Mieli przestać cię szpiegować? Dlaczego ja o niczym nie wiem? Mówiłem ci, że masz mi mówić o takich rzeczach. - westchnęłam i spojrzałam na niego smutnym wzrokiem.
-Jak miałam ci powiedzieć? Gdy szłam do szkoły odkryłam, że ktoś mnie śledzi...nie opłacało mi się wracać do domu, ponieważ spóźniłabym się na zajęcia.
-Nie podejrzewałem, że wujek będzie taki uparty... cholera! - podszedł do szafki i wyjął papierosy.
-Przepraszam... nie powinnam ich zabijać, ale sami się prosili.- westchnęłam, a Rei zapalił papierosa. Zaciągnął się i westchnął przeciągle. Podszedł i przytulił mnie do siebie.
-Wiem, że to było dla ciebie ciężkie. Musisz wyjawić swojej przyjaciółce całą prawdę, aby załagodzić sytuacje. Postaram się jakoś porozmawiać z twoim ojcem i załagodzić konflikt. Bądź spokojna Riko... dobrze, że ich wykończyłaś. Gorzej jakby wpadli w moje ręce... - cieszyłam się, że mnie wspierał. Miałam pewność, że Rei mnie uratuję. On nigdy nie rzuca słów na wiatr.
-Dziękuję, że mnie wspierasz... pójdę się ogarnąć. Nie chcę mieć krwi tych kolesi na swoim mundurku. - odkleiłam się od niego i poszła na górę się ogarnąć. Wyglądałam okropnie... przypominałam wyglądem jakąś psychopatkę, która ma ochotę zabić każdego kto jej się nawinie pod nogi. Weszłam do pokoju i od razu poszłam pod prysznic. Chciałam zmyć z siebie ten brud. Po kojącym prysznicu rzuciłam mundurek do prania i zaczęłam czesać włosy. Tym razem ojciec zdecydowanie przesadził. Naraził niewinną osobę na śmieć, aby mnie zdenerwować. Nienawidzę takich gierek... to podłe. Dziś księżyc był zasłonięty chmurami...nie wróży to zbyt dobrze. Cała sprawa jest tak dobijająca, że to się w głowie nie mieści. Dodatkowo dowiedziałam się, że Rei łapie za papierosy, gdy bardzo się zdenerwuje. Im bardziej chcę przestać zabijać, tym więcej nadarza się ku temu okazji... takie odnoszę wrażenie. Muszę w końcu pozbawić życia swojego ojca inaczej kolejne osoby będą narażone na śmierć.

-Nie wiem co robić... po prostu nie wiem. Emi... przepraszam. - poczułam na swoich policzkach łzy. Dlaczego...? Zaczęłam płakać i nawet nie zdałam sobie z tego sprawy. Widocznie muszę dać wyjść emocjom na zewnątrz... przynajmniej wtedy, gdy nikt mnie nie widzi...

1 komentarz:

  1. "-Emi...ja... przecież wiesz, że tak."
    Czemu ja mam takie dziwaczne skojarzenia związane z tym fragmentem?
    Tehehe, podoba mi się Rika psychopatka ^^ Jakbym była na miejscu tej Emi, to bym wykrzyknęła "Wow!" i zaczęła się dopytywać, gdzie nabyła takie umiejętności xD
    Dzieje się, dzieje ^^ I cały czas wyobrażam sobie Hikaru jako blondyna... A przecież to brunet jest no XD
    Najważniejsze, żeby wszystko się ułożyło. I żeby ta Emi nie rozpowiedziała przypadkiem o tym zdarzeniu! Biedna Rika.
    No to ślę weny koparkami i do następnego rozdzialiku!
    Matane! ~Kasuki

    OdpowiedzUsuń