Zbliżał
się weekend. Przez ten czas starałam się nie zostawać sama z
Hikaru, ponieważ obawiałam się, że znowu mu ulegnę. Owszem
chciałam się zakochać, ale to wszystko dzieje się zbyt szybko.
Siedziałam przed lusterkiem i czesałam swoje czarne, długie włosy,
a moje myśli w dalszym ciągu zajmował brunet. Nawet nie chcę
myśleć co by się działo, gdyby Emi wtedy nam nie przeszkodziła...
pocałowałby mnie. Poczułam, że się rumienie i natychmiast
starałam się wrócić do normalnej temperatury, ale na marne. Po
chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę.-
spojrzałam w stronę drzwi, a moim oczom ukazał się Rei.
-Witaj
Riko. - usiadł na łóżku i nie spuszczał ze mnie wzroku.- Wybacz,
że nagle zniknąłem, ale miałem pewną sprawę do załatwienie.
Swoją drogą... działo się coś ciekawego podczas mojej
nieobecności w domu?
-Em...poznałam
nową koleżankę. Ma na imię Emi i jest bardzo dobrą osobą. -
pierwsza myśl jaka wpadła mi do głowy. Nie chciałam mówić mu o
sytuacji z Hikaru, ponieważ bym się przegrzała. Jego wzrok zrobił
się podejrzliwy, a to nigdy nie wróży dobrze.
-Rozumiem.
Na pewno nie działo się coś jeszcze? Wiesz, że możesz mi o
wszystkim powiedzieć. - nienawidzę, gdy jest aż taki opiekuńczy.
Co ja mam mu powiedzieć?! Że podczas jego nieobecności Hikaru
prawie zaatakował mój język?
-Nie,
nie. Wszystko w porządku... jesteś zbyt opiekuńczy.- ponownie się
uśmiechnął. Wygląda na to, że sobie odpuścił wypytywanie mnie.
-Wiem,
że może przesadzam ze swoją opiekuńczością. Nie było mnie
tyle czasu przy Tobie i chciałbym to nadrobić. Jesteś dla mnie
ważna i chcę być dla ciebie wsparciem w każdej chwili. Zawsze
będę stał po twojej stronie Riko... jestem twoim kuzynem i
pamiętaj, że cię kocham.- nim się spostrzegłam podszedł i
przytulił mnie do siebie. Nawet nie ma pojęcia jak byłam mu
wdzięczna za te słowa. Jego słowa upewniały mnie w tym, że to
miejsce jest wszystkim o czym zawsze marzyłam. Oddałam uścisk, a w
moich oczach stanęły łzy szczęścia. Szybko otarłam je rękawem
i odetchnęłam, aby nie wybuchnąć płaczem.
-Rei...
nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. Owszem nie było cię ze mną
przez tyle lat, ale to nie twoja wina. Teraz spotkaliśmy się
ponowne i nie pozwólmy, aby ponownie nas rozdzielono. Pamiętaj, że
również możesz na mnie liczyć. - odgarnął mi włosy z twarzy i
spojrzał w oczy. Wadziłam w nich szczęście i radość... widocznie spowodowały ją moje słowa.
-Za
tak piękne słowa mam dla ciebie kilka rzeczy. Moje chwilowe
zniknięcie nie poszło na marne. Potraktuj to jako prezenty. Skoro
kiedyś cię nie rozpieszczałem, to zrobię to teraz. - byłam w
szoku. Nie mam zielonego pojęcia jaką kwotę mój kuzyn władował
w te prezenty. Chciałam mu je oddać, ale to by było bezsensowne.
Wzięłam się za oglądanie ,,drobiazgów'', które dostałam. Była
to masa ubrań, perfumy,ozdoby do włosów i kilka nowych książek
do nauki.
-Dziękuję
ci za te prezenty. Nie mam zielonego pojęcia jak ci się odwdzięczę.
-Sama
twoja obecność jest wystarczającą zapłatą. Zajrzę jeszcze do
chłopaków... dla nich też mam kilka drobiazgów. - pogłaskał
mnie po głowie i wyszedł z pokoju. Wzięłam jedną z ozdób do
włosów, którą dostałam od Rei'a i wpięłam ją we włosy. Była
taka śliczna... uznałam, że wyglądam z nią bardziej dziewczęco.
Wzięłam teczkę i zeszłam na dół. Niebawem szkoła, a ja byłam
cholernie głodna. W jadalni nie było nikogo... przynajmniej nie
grozi mi wpadnięcie na Hikaru. Zjadłam śniadanie, wzięłam
kanapki do szkoły i opuściłam dom.
Potrzebowałam
chwili, aby odetchnąć. Obecność tego głupka tylko by mnie peszyła.
Szłam spokojnym krokiem przez park, gdy nagle ogarnął mnie
niepokój. Zdawało mi się, że ktoś mnie śledzi, a moje
przeczucie nigdy się nie myli. Złapałam za kamień i rzuciłam go
w stronę krzaków. Usłyszałam wrzask, a potem kilka przekleństw,
które dana osoba mówiła pod nosem. Wyciągnęłam miecz i podeszłam bliżej. Okazało się, że to szpieg z mojego klanu... to
znaczyło, że ojciec wie gdzie jestem. Podeszłam z mordem w oczach,
a mężczyzna starał się uciekać lecz na marne. Złapałam go za
włosy i rzuciłam nim o drzewo. Podeszłam i przyłożyłam mu miecz
do gardła... bał się.
-Gadaj
śmieciu... po co cię przysłał? - moja wściekłość rosła z
minuty na minutę. Miałam ochotę go zabić.
-N-Nie
mogę!
-Gadaj
do cholery! Przysięgam ci bydlaku, że jak mnie zdenerwujesz to
twoje życie skończy się tu i teraz! - złapałam go za szyję i
ścisnęłam.
-O-On...
chcę, abyś wróciła....- poluźniłam uścisk, aby mógł mówić.
Byłam coraz bardziej wściekła, a strach tego gościa był coraz
większy.
-Słuchaj
uważnie... przekaż temu prostakowi, że nigdzie się stąd nie
ruszam. Niech przestanie mnie szpiegować bo przysięgam, że wpadnę
do tego zakichanego klanu i urządza wam taką rzeźnie... o jakiej
wam się nie śniło. Jeśli jeszcze raz cię tu zobaczę to bądź
pewny, że pożegnasz się z życiem... a teraz wynocha! - rzuciłam
nim w kolejne drzewo. Krwawił, ale nie obchodziło mnie to. Ten
człowiek wraz z moim ojcem chciał pozbawić mnie szczęścia.
Nienawidzę tego pieprzonego klanu! Ci wszyscy ludzie myślą jedynie
o swoich zamiarach i nie zwracają uwagi na uczucia innych. Ich
postępowanie było okropne, ale widziałam, że niebawem to się
skończy. Jeśli ja tego nie skończę... to nikt tego nie zrobi. W
pewnym momencie poczułam, że ktoś mnie łapie za nadgarstek. Byłam
gotowa kopnąć daną osobę, ale moja noga została złapana.
-Rika
spokojnie! Co tu się stało? Czyja to jest krew? - pierwszy raz tak
się cieszyłam, że widzę Hikaru. Odetchnęłam z ulgą i stanęłam
naprzeciwko niego wyrywając swoją rękę z Jego uścisku.
-Był
tu szpieg z mojego klanu... pokazałam mu gdzie jego miejsce. Mój
ojciec wie, że tu jestem i usilnie próbuje sprowadzić mnie do domu.
Bądź spokojny... nie zabiłam go, a trochę poturbowałam. - znowu
poczułam zakłopotanie, ale postanowiłam, że jakoś będę nad tym
panować. W chwili obecnej musiałam się zastanowić jak pozbyć
się ojca. Wiem, że puki on żyję nie będę w stanie zaznać
spokoju.
-Szpieg?
Musisz jak najszybciej porozmawiać z Rei'em. Osoby w twoim otoczeniu mogą być zagrożone. Co prawda ja i Natsume potrafimy walczyć, ale
chodzi mi głównie o Emi. Nie jest niczemu winna, ale grozi jej niebezpieczeństwo i to poważne. - byłam zaskoczona i to bardzo.
Hikaru naprawdę przejął się tym wszystkim. Pod wpływem emocji przytuliłam go... nie rozumiem dlaczego się nie powstrzymałam, ale
mam to gdzieś.
-Hikaru...
dziękuję. Nawet nie wiesz jak cała sprawa mnie martwi... miałam
nadzieję, że ojciec mnie nie znajdzie. Nie chce być znowu jak ptak
w klatce. - widziałam, że jest zaskoczony. Oddał uścisk
uśmiechnął się szeroko... ten uśmiech zapamiętam na zawsze.
-Nie
pozwolę cię skrzywdzić... obiecuję. Chodźmy do szkoły, dobrze?
Chyba nie myślisz, że pozwolę ci iść samej.- pogłaskał mnie po
głowie, a następnie złapał za rękę i zaczął prowadzić w
stronę szkoły. Uśmiechnęłam się... pierwszy raz od śmierci
mojej mamy. W tym samym momencie Hikaru na mnie spojrzał. Zauważyłam
na jego twarzy rumieńce i szok.
-Jeny...
z uśmiechem jesteś jeszcze bardziej urocza. Nawet nie wiesz jak się
cieszę widząc twój uśmiech. - cieszyłam się, że swój uśmiech
podarowałam właśnie jemu. Czułam ciepło, które ogarnęło moje
ciało. Zarumieniony głupek to rzadki widok... choć mój uśmiech
jeszcze rzadszy. Liczyłam na to, że dojście do szkoły zajmie nam
bardzo dużo czasu. Cała sytuacja była dla mnie jak przepiękny sen... czułam się jak księżniczką, którą ratuje przystojny książę. Przyznam, że dobre uczucia są cudowne i chcę poznawać
ich coraz więcej, ponieważ wiem, że warto.
Nie
mogłam się skupić na lekcji. Moje myśli ciągle krążyły wokół
tego szpiega. Bałam się o życie Emi... pierwszy raz byłam tak
przejęta drugą osobom. Miałam też na głowie egzaminy i naukę.
Niby szybko rozumiałam niektóre rzeczy, ale nawet i we mnie było
choć troszeczkę lenistwa. Hikaru mówił, że ci co obleją
egzaminy zostaną zapisani na kursy pomocnicze, które odbywają się
zaraz po szkole. Jakoś nie mam ochoty zajmować sobie czasu, więc
zaliczę wszystko od razu. Przecież nie jestem głupia, a materiału
nie ma tak dużo. Zadzwonił dzwonek, spakowałam swoje rzeczy i
wyszłam z klasy. Wpadłam na Emi, która powitała mnie uściskiem.
-Rikuś!
Tak się cieszę, że cie widzę! Nawet nie wiem jak ci dziękować za
Natsume. W końcu zwrócił na mnie uwagę, a to wszystko dlatego, że
mnie zaprosiłaś do posiadłości. Swoja drogą... mam nadzieję, że
Hikaru cie nie zgwałcił, bo własnoręcznie go uduszę. - owszem
była słodka, ale do czasu. Znowu oblał mnie rumieniec... cholera!
-Bądź
spokojna. Nie zgwałcił mnie, a poza tym myślisz, że bym mu się
dała? Nie masz mi za co dziękować... widać, że Natsume też na
Tobie zależy. - blondynka zarumieniła się i ponownie mnie
przytuliła.
-Mimo,
że znamy się tak krótko to proszę... zostań moją przyjaciółką.
- jej propozycja mnie zszokowała, ale też ucieszyła. Osobiście chciałam pierwsza zaproponować jej przyjaźń, ale mnie ubiegła.
-Emi...ja...
przecież wiesz, że tak. - uśmiechnęłam się i oddałam uścisk. Uśmiech jednak potrafi być czymś przyjemnym, gdy masz kogo nim
obdarować.
-Może
pójdziemy gdzieś po szkole?
-
Pewnie. Odkąd tu jestem nie miałam czasu, aby zwiedzić miasto. -
bardzo spodobała mi się jej propozycja. W końcu spędzę czas z
moją nową przyjaciółką.
-Wspaniale!
Będę czekała pod szkołą. Szkoda, że jesteśmy w innych klasach,
ale może za rok nam się poszczęści. Ten przedział od A do D jest
bezsensu. - mruknęła i przeczesała ręką włosy. Nie muszę
wspominać, że Emi potrafiła być czasami bardzo bezpośrednia.
Nadeszła
długa przerwa, którą postanowiłam spędzić na dachu. Wyciągnęłam
śniadanie i zaczęłam jeść. Zastanawiam się jak ojciec zareagował
na moja groźbę i czy podjął jakieś nowe działania. On jest do
wszystkiego zdolny i mam tego świadomość. Na razie jesteśmy w
szkole więc mam pewność, że Emi nic nie grozi. Często można ją
zobaczyć w towarzystwie Natsume, no przynajmniej od wizyty w naszym
domu. Mam wrażenie, że bariera ich nieśmiałości została
przełamana. Tyle pozytywnych uczuć mnie otacza... to przyjemne.
Miło jest mieć osoby, którym na tobie zależy. Odłożyłam na
chwilę jedzenie i poprawiłam ozdobę, którą dostałam od kuzyna.
Idealnie prezentowała się na włosach i była czerwono-czarna.
Wyjęłam małą karteczkę i w czasie jedzenia zaczęłam powtarzać
sobie pewne rzeczy na egzamin. Uznałam, że będę się uczyć w
między czasie, aby przed egzaminami nie mieć za dużo materiału.
Wtedy już całkowicie pomiesza mi się głowie. Szkolne życie jest
całkiem fajne... nie rozumiem czemu niektórzy narzekają na szkołę.
Gdy
lekcje się skończyły od razu ruszyłam w stronę wyjścia.
Powiedziałam Natsume, że wychodzę z Emi i poprosiłam, aby
przekazał tę wiadomość Hikaru, ponieważ po wyjściu z klasy nie
mogłam go nigdzie znaleźć. Blondynka siedziała na murku i
ewidentnie nad czymś myślała. Podeszłam i delikatnie ją
szarpnęłam, aby wyrwać ją z zamyślenia.
-
Emi... już jestem. Idziemy? - odetchnęła i spojrzała na mnie z
uśmiechem. Chyba niechcący ją wystraszyłam. Teraz przynajmniej wie
co czuję, gdy ktoś wyrwie mnie z przemyśleń.
-Oczywiście.
Wybacz mi, że się zamyśliłam, ale zastanawiałam się gdzie
moglibyśmy pójść. Doszłam do wniosku, że najpierw pochodzimy po
sklepach, a potem pójdziemy coś zjeść. Zgoda?
-Pewnie.
Widzę, że idealnie wszystko zaplanowałaś. - uśmiechnęłam się
i razem ruszyłyśmy w stronę sklepów. Widziałam tyle kolorowych
wystaw, aż chciało się z nich wszystko kupić. Weszłyśmy do
jakiegoś sklepu z drobiazgami. Wszystko było przepiękne i pełne
blasku... oglądałam wszystko z zaciekawieniem. Każda najmniejsza
rzecz wzbudzała moje zainteresowanie. W pewnym momencie natknęłam
się na zawieszki w kształcie małych misiów.
-Emi
spójrz! Są piękne, prawda?
-Słodziutkie!
Przypominają mi nas. - miała całkowitą racje. Takie dwa, słodkie
misie, które są najlepszymi przyjaciółmi. Postanowiłam, że je
kupie i jednego podaruję właśnie mojej przyjaciółce. Zapłaciłam
i wyszłyśmy ze sklepu.
-Proszę.
Jeden jest dla ciebie... wiem, że jest malutki. Mimo to chcę, abyś
go wzięła. - podałam jej jedną z zawieszek, a drugą przypięłam sobie do plecaka. Niebieskooka rzuciła mi się na szyję, a w jej
oczach pojawiły się łzy. Mam nadzieję, że jej nie obraziłam bo
nigdy sobie tego nie wybaczę.
-Dziękuję
Rikuś! Będę ją zawsze nosić przy sobie! Obiecuję! - odkleiła
się ode mnie i przywiesiła sobie misia do plecaka. Po udanych
zakupach poszłyśmy zjeść coś dobrego. Byłyśmy w dobrych
nastrojach. Dzisiejszy dzień znaczył dla mnie bardzo dużo i
wiedziałam, że nigdy nie wymarzę go z pamięci. Cieszył mnie
fakt, że tworze wspomnienia, które są warte ich posiadania.
Nic
nie trwa wiecznie, a dzień dobiegał końca. Postanowiłam, że
odprowadzę Emi do domu. Wole mieć pewność, że jest cała i
zdrowa. Byłyśmy blisko jej domu, gdy nagle przed nami pojawiło się
kilku ludzi. Od razu wiedziałam, że są z mojego klanu. Wyjęłam
miecz i schowałam przyjaciółkę za siebie... obronię ją choćbym
miała zginąć.
-Cholerne
dupki... pożałujecie, że ze mną zadarliście. Macie gwarancję,
że skopie wam dupy!- zaczęła się walka. Wszyscy padali jak muchy praktycznie topiąc się we własnej krwi. Nie mam dla nich litości
mimo, że byli z mojego kanu. Nie posiadali sumienia i nie potrafili
myśleć własnym rozumiem. Wiem, że miałam nie zabijać, ale jeśli zostawię ich przy życiu zaatakują znowu z podwójną siłą. Widziałam przerażenie w oczach Emi... pierwszy raz widziała śmierć
tylu osób. Nie wiem jak jej to potem wytłumaczę, ale skoro będzie
żyć wiem, że robię dobrze. Ostatni mężczyzna... przebiłam go
mieczem na wylot, a kilka kropel jego krwi pojawiło się na moim
ubraniu. Padł i po chwili przestał się ruszać. Odetchnęłam
starając się uspokoić i nabrać sił, aby wytłumaczyć
niebieskookiej dlaczego urządziłam taką rzeźnie pod jej domem.
-Emi... posłuchaj mnie, proszę. - odepchnęła mnie i uciekła do domu dalej będąc w szoku. Do cholery jasnej! Taki cudowny dzień musiał się tak nagle spieprzyć przez bandę kretynów!? Miałam ochotę płakać
z bezradności. Pozbyłam się ciał tych ludzi i usunęłam ślady
krwi. Co za beznadziejna sytuacja....
Wróciłam
do domu z ciężkim sercem. Nie widziałam co ze sobą zrobić i
byłam coraz bardziej zdołowana. Weszłam do salonu, a wszystkie
spojrzenia od razu zostały skierowane w moją stronę.
-Coś
ty robiła? - Rei podszedł do mnie i delikatnie chwycił mnie za
ramiona. Miałam ochotę płakać i krzyczeć.
-Ludzie
z kanu... zaatakowali mnie i Emi. Musiałam ją chronić, a oni
przepłacili za to życiem. Ostrzegałam ojca, że ma przestać mnie
szpiegować, ale widocznie zignorował moje słowa...
-Mieli przestać cię szpiegować? Dlaczego ja o niczym nie wiem? Mówiłem
ci, że masz mi mówić o takich rzeczach. - westchnęłam i
spojrzałam na niego smutnym wzrokiem.
-Jak
miałam ci powiedzieć? Gdy szłam do szkoły odkryłam, że ktoś
mnie śledzi...nie opłacało mi się wracać do domu, ponieważ
spóźniłabym się na zajęcia.
-Nie
podejrzewałem, że wujek będzie taki uparty... cholera! - podszedł
do szafki i wyjął papierosy.
-Przepraszam...
nie powinnam ich zabijać, ale sami się prosili.- westchnęłam, a
Rei zapalił papierosa. Zaciągnął się i westchnął przeciągle.
Podszedł i przytulił mnie do siebie.
-Wiem,
że to było dla ciebie ciężkie. Musisz wyjawić swojej
przyjaciółce całą prawdę, aby załagodzić sytuacje. Postaram się
jakoś porozmawiać z twoim ojcem i załagodzić konflikt. Bądź
spokojna Riko... dobrze, że ich wykończyłaś. Gorzej jakby wpadli
w moje ręce... - cieszyłam się, że mnie wspierał. Miałam
pewność, że Rei mnie uratuję. On nigdy nie rzuca słów na wiatr.
-Dziękuję,
że mnie wspierasz... pójdę się ogarnąć. Nie chcę mieć krwi
tych kolesi na swoim mundurku. - odkleiłam się od niego i poszła
na górę się ogarnąć. Wyglądałam okropnie... przypominałam
wyglądem jakąś psychopatkę, która ma ochotę zabić każdego kto
jej się nawinie pod nogi. Weszłam do pokoju i od razu poszłam pod
prysznic. Chciałam zmyć z siebie ten brud. Po kojącym prysznicu
rzuciłam mundurek do prania i zaczęłam czesać włosy. Tym razem
ojciec zdecydowanie przesadził. Naraził niewinną osobę na śmieć,
aby mnie zdenerwować. Nienawidzę takich gierek... to podłe. Dziś księżyc był zasłonięty chmurami...nie wróży to zbyt dobrze.
Cała sprawa jest tak dobijająca, że to się w głowie nie mieści.
Dodatkowo dowiedziałam się, że Rei łapie za papierosy, gdy bardzo
się zdenerwuje. Im bardziej chcę przestać zabijać, tym więcej
nadarza się ku temu okazji... takie odnoszę wrażenie. Muszę w
końcu pozbawić życia swojego ojca inaczej kolejne osoby będą
narażone na śmierć.
-Nie
wiem co robić... po prostu nie wiem. Emi... przepraszam. - poczułam
na swoich policzkach łzy. Dlaczego...? Zaczęłam płakać i nawet
nie zdałam sobie z tego sprawy. Widocznie muszę dać wyjść
emocjom na zewnątrz... przynajmniej wtedy, gdy nikt mnie nie
widzi...
"-Emi...ja... przecież wiesz, że tak."
OdpowiedzUsuńCzemu ja mam takie dziwaczne skojarzenia związane z tym fragmentem?
Tehehe, podoba mi się Rika psychopatka ^^ Jakbym była na miejscu tej Emi, to bym wykrzyknęła "Wow!" i zaczęła się dopytywać, gdzie nabyła takie umiejętności xD
Dzieje się, dzieje ^^ I cały czas wyobrażam sobie Hikaru jako blondyna... A przecież to brunet jest no XD
Najważniejsze, żeby wszystko się ułożyło. I żeby ta Emi nie rozpowiedziała przypadkiem o tym zdarzeniu! Biedna Rika.
No to ślę weny koparkami i do następnego rozdzialiku!
Matane! ~Kasuki