Nazywam
się Yakuza Rika. Pochodzę z dość destrukcyjnego klanu, który
uważany jest za zło całego świata. Wszystko przez to, że
zlikwidowaliśmy ponad sto klanów. Taka była wola naszych przodków,
a mój ojciec utrzymuje ją do dziś. Osobiście nie lubię
zabijać... nie daje mi to satysfakcji, a zdecydowanie przygnębia.
Niby osoby z naszego klanu nie mają sumienia, ale jednak czuję, że
je posiadam. Niestety, ale mój charakter to mieszanka najgorszych cech jakie w ogóle mogą istnieć. Nie znam świata, który jest
poza murami naszej rezydencji, ponieważ ojciec od najmłodszych lat
izolował mnie od rzeczywistości, mówił o złych ludziach i uważał,
że każda osoba jakiej zaufam mnie skrzywdzi. Uważałam, że jego
słowa to same bzdury i pomówienia, które mają mnie zniechęcić
do innych i wydaje mi się, że miałam rację. Nigdy nie byłam
zakochana, albo zauroczona i nie miałam przyjaciół. Od dziecka
uczono mnie zła, nienawiści, brutalności i wrogości... miałam
być maszyną do zabijania.
Jeśli
chodzi o mój wygląd to jestem dość drobnej budowy. Mam czarne,
proste włosy, które sięgają mi aż do pasa i duże, niebieskie oczy. W sumie jak się tak zastanowić to jestem jedyną kobietą w
klanie, która ma czarne włosy, ale nie odbiegajmy od tematu. Choć
ludzie z klanu uważali mnie za piękność to wcale się nią nie
czułam... sądziłam, że jestem przeciętną dziewczyną.
Tego
dnia swój wolny czas spędzałam w ogrodzie i ćwiczyłam walkę
moim kochanym wakizashi*. Każdy z klanu Yakuza posiada swój, aby
mieć możliwość obrony, a poza tym był on naszym znakiem
rozpoznawczym. Niestety, ale mój trening przerwało wołanie wujka.
Spojrzałam w jego stronę z pytającym wyrazem twarzy wiedziałam, że nie woła mnie bez powodu.
-Riko!
Twój ojciec na ciebie czeka. Ma ci coś ważnego do powiedzenia.
-Jeny...
nigdy nie może znaleźć sobie lepszego momentu... zawsze wpieprza
się jak ćwiczę...- warknęłam i odgarnęłam włosy z czoła.
Byłam cała spocona, a na dodatek niechęć pochłaniała mnie od
środka. Nie cierpię rozmów z ojcem... zazwyczaj kończą się one awanturą. Odkąd ten bydlak zabił matkę na moich oczach uważam go
za bezwartościowego śmiecia.
-Przykro
mi, ale musisz spełniać wolę ojca... inaczej będzie zmuszony
pozbawić cię życia...-westchnął i pogładził swoją czarną,
długą brodę. Wujek był nawet znośny, ale nigdy nie przeciwstawił
się działaniom mojego ojca. Zawsze go wspierał i uważał, że
jego postępowanie nie jest złe. Niestety... ja miałam odmienne
zdanie.
-Tak
jak pozbawił go mamę... chętnie skopie mu jego tłuste, pozbawione
uczuć dupsko... - mówiąc to ruszyłam w stronę domu. Musiałam
się trochę ogarnąć, ponieważ zapach mojego potu dawał o sobie
znać. Weszłam do pokoju, wzięłam szybką kąpiel i ubrałam się
w bardziej wygodne ubrania. Zbytnio nie przywiązywałam uwagi do
swojego wyglądu, ponieważ nie widziałam takiej potrzeby. Pewnym
krokiem ruszyłam w stronę pokoju ojca. Zapukałam i po chwili
usłyszałam szorstkie ,,Wejść''. Pociągnęła za klamkę i
weszłam, a wzrok od razu skierowałam na tego prostaka.
-W
końcu przyszłaś. Ile można na ciebie czekać dziewczyno? Zacznij
brać moje słowa na poważnie inaczej w końcu pozbawię cię
życia.- jego surowy wzrok mnie śmieszył. Ten dupek uważał, że
może wszystko. Nie dość, że zabijał niewinnych ludzi, pozbawił
życia swoją żonę to jeszcze każe mi zabijać... nie ma serca.
-Miałam przyjść spocona? Wolałbyś wąchać efekt mojego treningu? Weź
chodź raz pomyśl ojcze...
-Więcej
szacunku gówniaro! Co do twojego przyjścia tu... postanowiłem
wydać cię za mąż. Wyjdziesz za chłopaka z klanu Yamamoto. Wiesz,
że ten klan jest cholernie silny to dodatkowo posiada duży majątek.
Twój przyszły mąż jest dobrze zbudowany i zadziwiająco
inteligenty. Na pewno ci się spodoba, a nawet jeśli nie to masz
poważny problem.-spojrzał na mnie i oczekiwał mojej rekcji. W
pierwszej chwili mnie zatkało, ale potem na mojej twarzy pojawiła
się wściekłość. Znałam tego chłopaka. Był cholernym dupkiem,
który uwielbiał dominować nad kobietami. Tak zwany fetysz.
-No
pewnie! Nie ma mowy, abym za niego wyszła! Z tej starości to ci się
chyba mózg przegrzał! Nie będę żoną jakiegoś kretyna, a poza
tym mam 17 lat! Mam czas na związki!- nie panowałam nad sobą.
Byłam tak wściekła, że zaczęłam się trząść.
-Ty
mała, bezczelna gówniaro!- w tym momencie uderzył mnie w policzek,
a w jego oczach zagościła nienawiść.- Twoje zachowanie jest
karygodne! Powinienem od razu cię zabić ale tego nie zrobię... to
małżeństwo będzie dla ciebie idealną karą. Jeśli ja nie mogę
nauczyć cię szacunku i pokory to zostawię to zadanie twojemu
przyszłemu mężowi! Gwarantuję, że będziesz chodzić jak w
zegarku! Wynoś się do swojego pokoju i dziś zapomnij o kolacji!
Skoro jesteś taka cwana to nie potrzeba ci jedzenia!-spojrzałam na
niego z obrzydzeniem i po prostu wyszłam. Policzek piekł mnie
niemiłosiernie. Miałam ochotę płakać... ja... Yakuza...powinnam
być twarda. Nienawidziłam swojego nazwiska, siebie, ojca, tego
domu, tej nienawiści i przyszłego męża. Miałam ochotę płakać,
ale nie zrobiłam tego. Ostatni raz płakałam widząc śmierć mojej
mamy... od tego momentu obiecałam sobie, że już nigdy nie uronię
ani jednej łzy. Postanowiłam, że ucieknę. Nie mogłam zostać
żoną tego potwora, a zawistna gęba mojego ojca tylko mnie w tym
utwierdzała. Wpadłam do pokoju i od razu zaczęłam pakować
potrzebne rzeczy. Wola ojca to dla mnie kara... kiedyś go zabiję.
Na razie zajmę się ratowaniem swojego życia... wygram tę walkę.
Wstałam
o północy, złapałam za plecak i wyszłam oknem. Starałam się
jak najszybciej opuścić tę przeklętą posiadłość. Nie ma mowy,
abym zgodziła się na absurdalną wolę ojca. Musiałam uważać,
ponieważ nasza posiadłość była dość dobrze pilnowana, gdyby
ktoś mnie zauważył musiałabym go zabić, a tego chciałam
uniknąć. Już miałam wspiąć się na murek, gdy poczułam czyjeś ręce na swoich ramionach, wyciągnęłam wakizashi i już byłam
gotowa zabić owego człowieka, ale okazało się, że to mój wujek.
-Riko...dlaczego
uciekasz?-wzrok wujka wręcz pochłaniał mnie całą. Byłam
zdziwiona, że nie woła straży.
-Wujku...
dobrze wiesz, że ja nie mogę się zgodzić z moim ojcem. Nie chcę
wychodzić za mąż, a szczególnie jeżeli mój przyszły mężczyzna
ma być takim kretynem. Proszę cię zrozum mnie.- spojrzałam na
niego błagalnie i westchnęłam. Miałam nadzieje, że wujek zrozumie moje uczucia.
-Wiedziałem,
że tak będzie. Osobiście odradzałem twojemu ojcu tej decyzji, ale
był nieugięty. Uciekaj stąd i uważaj na siebie. Jestem pewny, że
dasz sobie radę.-przytulił mnie i pogłaskał po głowie. Miałam
ochotę płakać z radości, że chociaż mam poparcie ze strony
wujka. Puścił mnie i kazał iść. Wykonałam więc jego wole i
przeszłam przez mur, a moje serce zaczęło mocniej bić. To
uczucie... to była wolność. W końcu po tylu latach mogłam jej
posmakować, choć chwilkę. Zastanawiała mnie jedna rzecz...
mianowicie gdzie ja teraz pójdę? Nie znałam nikogo kto mógłby mi
pomóc. Nie miałam przyjaciół, chłopaka czy jakieś bliższej
rodziny. Czułam, że jestem w przegranej pozycji, ale nie było nawet
mowy, abym wróciła do domu. Usłyszałam grzmot i westchnęłam,
ponieważ zbierało się na burzę. Cholera... jak czegoś nie wymyśle to będzie dość kiepsko. Mimo, że moje nogi odmawiały
posłuszeństwa szłam uparcie naprzód. Nim się spostrzegłam
weszłam na jakieś osiedle, które nie wyglądało zbyt przyjaźnie.
W razie czego byłam gotowa się obronić, nawet jeśli doskwierało
mi zmęczenie. Nagle na mojej drodze pojawiła się grupka chłopaków,
którzy wglądali jak najgorsze zbiorowisko typowego marginesu.
-Spójrzcie
chłopaki... mamy nową koleżankę. Chyba się zgubiłaś maleńka.
Pozwól, że pokażę ci drogę.- zaczął do mnie podchodzić, a
jego obleśny smród drażnił mój nos. Spojrzałam na niego i
wyciągnęłam moją broń. Nie będę ich zabijać... postaram
się ich jedynie ogłuszyć.
-Lepiej
mnie zostawcie... nie chcę nikomu zrobić krzywdy, ale zmuszacie
mnie do tego swoim zachowaniem... zastanówcie się dobrze czy nie
lepiej się wycofać...- szczerze mówiąc to miałam ogromną
nadzieję, że dadzą sobie spokój. Byłam trochę zmęczona i
obawiałam się, że jak zacznę ich tłuc to mogę się za bardzo
rozkręcić.
-Nie
bądź śmieszna!- jego koledzy zaczęli się śmiać, a on razem z
nimi.- Taka malutka dziewczynka miałaby dać nam radę? Odłóż tego
kija zanim zrobisz sobie krzywdę. Grzecznie pójdziesz z nami i
zapomnimy o całej sprawie.- złapał mnie za nadgarstek, ścisnął, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. Złapałam jego rękę i
rzuciłam nim o ścianę. Jego koledzy stali i gapili się to na
niego, to na mnie. Skierowałam miecz w ich stronę. Musiałam
wyglądać jak psychopatka, bo wyglądali na cholernie przerażonych.
-No
to... który następny? Ostrzegam, że nie będę delikatna.- dalej
kierowałam miecz w ich stronę. Stali tak chwilę i patrzyli się
na swojego szefa, który wręcz wbił się w ścianę. Wpadli w
panikę, złapali swojego przywódcę i po prostu uciekli. Banda
tchórzy... nie mają za grosz honoru. Na dodatek zaczęło padać, a
ja dalej nie miałam schronienia i czułam się bardzo słaba.
Zaczęłam osuwać się na ziemie, a moje powieki stawały się coraz
cięższe. Poczułam, że ktoś mnie łapie i bierze na ręce. Nie
wiedziałam co ze mną będzie, ale miałam nadzieję, że osoba,
która mnie niesie w jakiś sposób mi pomoże.
Nie
wiem ile czasu byłam nieprzytomna i kto mi pomógł. Leżałam teraz
w czyimś domu, przykryta kołdrą po szyję i przebrana w suche
ubrania. Rozglądałam się po pomieszczeniu, ale kompletnie go nie kojarzyłam. Było tak czysto i ładnie, a w dodatku ten zapach
lawendy. Miałam nadzieję, że ktoś przyjdzie i wyjaśni mi gdzie
jestem i dlaczego mi pomógł. Usiadłam i odgarnęłam włosy z
czoła. Siedziałam tak dłuższą chwilę, gdy nagle usłyszałam
kroki i spojrzałam w stronę drzwi. Z jakiegoś powodu nagle
ogarnęła mnie panika, a na dodatek nie było nigdzie mojego miecza.
Do pokoju wszedł jakiś chłopak, miał czarne włosy i tego samego
koloru oczy. Był dobrze zbudowany i widać było, że sporo ćwiczy.
Przyglądałam mu się z zaciekawieniem, a na jego twarzy z jakiegoś
powodu gościł uśmiech.
-Miło
cię widzieć po tylu latach Riko.. zmieniłaś się i wyładniałaś.- przytulił mnie do siebie, a ja byłam w totalnym szoku. Kto to do
cholery jest?!
___________________________________________________________________________
*wakizashi - krótki japoński miecz jednosieczny (broń biała). Ma głownię o długości 30-60cm, w większości z wzdłużną, wzmacniającą krawędzią
___________________________________________________________________________
*wakizashi - krótki japoński miecz jednosieczny (broń biała). Ma głownię o długości 30-60cm, w większości z wzdłużną, wzmacniającą krawędzią
Jest super, strasznie mi się spodobało! :))
OdpowiedzUsuńExtra blog! Będę go często odwiedzać! :) :)
OdpowiedzUsuńŁadnie napisane, bez błędów, wszystko ślicznie. Postać Riki bardzo mi się spodobała, nie wiem dlaczego, ale przypomina mi Akame z Akame ga Kill xd
OdpowiedzUsuńI jestem bardzo ciekawa, kim jest ten chłopak ^^
Ślę wiadro weny i do następnego rozdziału :*