28 sty 2015

Rozdział 1 - ,,Dlaczego uciekasz?''

          Nazywam się Yakuza Rika. Pochodzę z dość destrukcyjnego klanu, który uważany jest za zło całego świata. Wszystko przez to, że zlikwidowaliśmy ponad sto klanów. Taka była wola naszych przodków, a mój ojciec utrzymuje ją do dziś. Osobiście nie lubię zabijać... nie daje mi to satysfakcji, a zdecydowanie przygnębia. Niby osoby z naszego klanu nie mają sumienia, ale jednak czuję, że je posiadam. Niestety, ale mój charakter to mieszanka najgorszych cech jakie w ogóle mogą istnieć. Nie znam świata, który jest poza murami naszej rezydencji, ponieważ ojciec od najmłodszych lat izolował mnie od rzeczywistości, mówił o złych ludziach i uważał, że każda osoba jakiej zaufam mnie skrzywdzi. Uważałam, że jego słowa to same bzdury i pomówienia, które mają mnie zniechęcić do innych i wydaje mi się, że miałam rację. Nigdy nie byłam zakochana, albo zauroczona i nie miałam przyjaciół. Od dziecka uczono mnie zła, nienawiści, brutalności i wrogości... miałam być maszyną do zabijania.
          Jeśli chodzi o mój wygląd to jestem dość drobnej budowy. Mam czarne, proste włosy, które sięgają mi aż do pasa i duże, niebieskie oczy. W sumie jak się tak zastanowić to jestem jedyną kobietą w klanie, która ma czarne włosy, ale nie odbiegajmy od tematu. Choć ludzie z klanu uważali mnie za piękność to wcale się nią nie czułam... sądziłam, że jestem przeciętną dziewczyną.
          Tego dnia swój wolny czas spędzałam w ogrodzie i ćwiczyłam walkę moim kochanym wakizashi*. Każdy z klanu Yakuza posiada swój, aby mieć możliwość obrony, a poza tym był on naszym znakiem rozpoznawczym. Niestety, ale mój trening przerwało wołanie wujka. Spojrzałam w jego stronę z pytającym wyrazem twarzy wiedziałam, że nie woła mnie bez powodu.
-Riko! Twój ojciec na ciebie czeka. Ma ci coś ważnego do powiedzenia.
-Jeny... nigdy nie może znaleźć sobie lepszego momentu... zawsze wpieprza się jak ćwiczę...- warknęłam i odgarnęłam włosy z czoła. Byłam cała spocona, a na dodatek niechęć pochłaniała mnie od środka. Nie cierpię rozmów z ojcem... zazwyczaj kończą się one awanturą. Odkąd ten bydlak zabił matkę na moich oczach uważam go za bezwartościowego śmiecia.
-Przykro mi, ale musisz spełniać wolę ojca... inaczej będzie zmuszony pozbawić cię życia...-westchnął i pogładził swoją czarną, długą brodę. Wujek był nawet znośny, ale nigdy nie przeciwstawił się działaniom mojego ojca. Zawsze go wspierał i uważał, że jego postępowanie nie jest złe. Niestety... ja miałam odmienne zdanie.
-Tak jak pozbawił go mamę... chętnie skopie mu jego tłuste, pozbawione uczuć dupsko... - mówiąc to ruszyłam w stronę domu. Musiałam się trochę ogarnąć, ponieważ zapach mojego potu dawał o sobie znać. Weszłam do pokoju, wzięłam szybką kąpiel i ubrałam się w bardziej wygodne ubrania. Zbytnio nie przywiązywałam uwagi do swojego wyglądu, ponieważ nie widziałam takiej potrzeby. Pewnym krokiem ruszyłam w stronę pokoju ojca. Zapukałam i po chwili usłyszałam szorstkie ,,Wejść''. Pociągnęła za klamkę i weszłam, a wzrok od razu skierowałam na tego prostaka.
-W końcu przyszłaś. Ile można na ciebie czekać dziewczyno? Zacznij brać moje słowa na poważnie inaczej w końcu pozbawię cię życia.- jego surowy wzrok mnie śmieszył. Ten dupek uważał, że może wszystko. Nie dość, że zabijał niewinnych ludzi, pozbawił życia swoją żonę to jeszcze każe mi zabijać... nie ma serca.
-Miałam przyjść spocona? Wolałbyś wąchać efekt mojego treningu? Weź chodź raz pomyśl ojcze...
-Więcej szacunku gówniaro! Co do twojego przyjścia tu... postanowiłem wydać cię za mąż. Wyjdziesz za chłopaka z klanu Yamamoto. Wiesz, że ten klan jest cholernie silny to dodatkowo posiada duży majątek. Twój przyszły mąż jest dobrze zbudowany i zadziwiająco inteligenty. Na pewno ci się spodoba, a nawet jeśli nie to masz poważny problem.-spojrzał na mnie i oczekiwał mojej rekcji. W pierwszej chwili mnie zatkało, ale potem na mojej twarzy pojawiła się wściekłość. Znałam tego chłopaka. Był cholernym dupkiem, który uwielbiał dominować nad kobietami. Tak zwany fetysz.
-No pewnie! Nie ma mowy, abym za niego wyszła! Z tej starości to ci się chyba mózg przegrzał! Nie będę żoną jakiegoś kretyna, a poza tym mam 17 lat! Mam czas na związki!- nie panowałam nad sobą. Byłam tak wściekła, że zaczęłam się trząść.
-Ty mała, bezczelna gówniaro!- w tym momencie uderzył mnie w policzek, a w jego oczach zagościła nienawiść.- Twoje zachowanie jest karygodne! Powinienem od razu cię zabić ale tego nie zrobię... to małżeństwo będzie dla ciebie idealną karą. Jeśli ja nie mogę nauczyć cię szacunku i pokory to zostawię to zadanie twojemu przyszłemu mężowi! Gwarantuję, że będziesz chodzić jak w zegarku! Wynoś się do swojego pokoju i dziś zapomnij o kolacji! Skoro jesteś taka cwana to nie potrzeba ci jedzenia!-spojrzałam na niego z obrzydzeniem i po prostu wyszłam. Policzek piekł mnie niemiłosiernie. Miałam ochotę płakać... ja... Yakuza...powinnam być twarda. Nienawidziłam swojego nazwiska, siebie, ojca, tego domu, tej nienawiści i przyszłego męża. Miałam ochotę płakać, ale nie zrobiłam tego. Ostatni raz płakałam widząc śmierć mojej mamy... od tego momentu obiecałam sobie, że już nigdy nie uronię ani jednej łzy. Postanowiłam, że ucieknę. Nie mogłam zostać żoną tego potwora, a zawistna gęba mojego ojca tylko mnie w tym utwierdzała. Wpadłam do pokoju i od razu zaczęłam pakować potrzebne rzeczy. Wola ojca to dla mnie kara... kiedyś go zabiję. Na razie zajmę się ratowaniem swojego życia... wygram tę walkę.
          Wstałam o północy, złapałam za plecak i wyszłam oknem. Starałam się jak najszybciej opuścić tę przeklętą posiadłość. Nie ma mowy, abym zgodziła się na absurdalną wolę ojca. Musiałam uważać, ponieważ nasza posiadłość była dość dobrze pilnowana, gdyby ktoś mnie zauważył musiałabym go zabić, a tego chciałam uniknąć. Już miałam wspiąć się na murek, gdy poczułam czyjeś ręce na swoich ramionach, wyciągnęłam wakizashi i już byłam gotowa zabić owego człowieka, ale okazało się, że to mój wujek.
-Riko...dlaczego uciekasz?-wzrok wujka wręcz pochłaniał mnie całą. Byłam zdziwiona, że nie woła straży.
-Wujku... dobrze wiesz, że ja nie mogę się zgodzić z moim ojcem. Nie chcę wychodzić za mąż, a szczególnie jeżeli mój przyszły mężczyzna ma być takim kretynem. Proszę cię zrozum mnie.- spojrzałam na niego błagalnie i westchnęłam. Miałam nadzieje, że wujek zrozumie moje uczucia.
-Wiedziałem, że tak będzie. Osobiście odradzałem twojemu ojcu tej decyzji, ale był nieugięty. Uciekaj stąd i uważaj na siebie. Jestem pewny, że dasz sobie radę.-przytulił mnie i pogłaskał po głowie. Miałam ochotę płakać z radości, że chociaż mam poparcie ze strony wujka. Puścił mnie i kazał iść. Wykonałam więc jego wole i przeszłam przez mur, a moje serce zaczęło mocniej bić. To uczucie... to była wolność. W końcu po tylu latach mogłam jej posmakować, choć chwilkę. Zastanawiała mnie jedna rzecz... mianowicie gdzie ja teraz pójdę? Nie znałam nikogo kto mógłby mi pomóc. Nie miałam przyjaciół, chłopaka czy jakieś bliższej rodziny. Czułam, że jestem w przegranej pozycji, ale nie było nawet mowy, abym wróciła do domu. Usłyszałam grzmot i westchnęłam, ponieważ zbierało się na burzę. Cholera... jak czegoś nie wymyśle to będzie dość kiepsko. Mimo, że moje nogi odmawiały posłuszeństwa szłam uparcie naprzód. Nim się spostrzegłam weszłam na jakieś osiedle, które nie wyglądało zbyt przyjaźnie. W razie czego byłam gotowa się obronić, nawet jeśli doskwierało mi zmęczenie. Nagle na mojej drodze pojawiła się grupka chłopaków, którzy wglądali jak najgorsze zbiorowisko typowego marginesu.
-Spójrzcie chłopaki... mamy nową koleżankę. Chyba się zgubiłaś maleńka. Pozwól, że pokażę ci drogę.- zaczął do mnie podchodzić, a jego obleśny smród drażnił mój nos. Spojrzałam na niego i wyciągnęłam moją broń. Nie będę ich zabijać... postaram się ich jedynie ogłuszyć.
-Lepiej mnie zostawcie... nie chcę nikomu zrobić krzywdy, ale zmuszacie mnie do tego swoim zachowaniem... zastanówcie się dobrze czy nie lepiej się wycofać...- szczerze mówiąc to miałam ogromną nadzieję, że dadzą sobie spokój. Byłam trochę zmęczona i obawiałam się, że jak zacznę ich tłuc to mogę się za bardzo rozkręcić.
-Nie bądź śmieszna!- jego koledzy zaczęli się śmiać, a on razem z nimi.- Taka malutka dziewczynka miałaby dać nam radę? Odłóż tego kija zanim zrobisz sobie krzywdę. Grzecznie pójdziesz z nami i zapomnimy o całej sprawie.- złapał mnie za nadgarstek, ścisnął, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. Złapałam jego rękę i rzuciłam nim o ścianę. Jego koledzy stali i gapili się to na niego, to na mnie. Skierowałam miecz w ich stronę. Musiałam wyglądać jak psychopatka, bo wyglądali na cholernie przerażonych.
-No to... który następny? Ostrzegam, że nie będę delikatna.- dalej kierowałam miecz w ich stronę. Stali tak chwilę i patrzyli się na swojego szefa, który wręcz wbił się w ścianę. Wpadli w panikę, złapali swojego przywódcę i po prostu uciekli. Banda tchórzy... nie mają za grosz honoru. Na dodatek zaczęło padać, a ja dalej nie miałam schronienia i czułam się bardzo słaba. Zaczęłam osuwać się na ziemie, a moje powieki stawały się coraz cięższe. Poczułam, że ktoś mnie łapie i bierze na ręce. Nie wiedziałam co ze mną będzie, ale miałam nadzieję, że osoba, która mnie niesie w jakiś sposób mi pomoże.
          Nie wiem ile czasu byłam nieprzytomna i kto mi pomógł. Leżałam teraz w czyimś domu, przykryta kołdrą po szyję i przebrana w suche ubrania. Rozglądałam się po pomieszczeniu, ale kompletnie go nie kojarzyłam. Było tak czysto i ładnie, a w dodatku ten zapach lawendy. Miałam nadzieję, że ktoś przyjdzie i wyjaśni mi gdzie jestem i dlaczego mi pomógł. Usiadłam i odgarnęłam włosy z czoła. Siedziałam tak dłuższą chwilę, gdy nagle usłyszałam kroki i spojrzałam w stronę drzwi. Z jakiegoś powodu nagle ogarnęła mnie panika, a na dodatek nie było nigdzie mojego miecza. Do pokoju wszedł jakiś chłopak, miał czarne włosy i tego samego koloru oczy. Był dobrze zbudowany i widać było, że sporo ćwiczy. Przyglądałam mu się z zaciekawieniem, a na jego twarzy z jakiegoś powodu gościł uśmiech.
-Miło cię widzieć po tylu latach Riko.. zmieniłaś się i wyładniałaś.- przytulił mnie do siebie, a ja byłam w totalnym szoku. Kto to do cholery jest?! 
___________________________________________________________________________
*wakizashi - krótki japoński miecz jednosieczny (broń biała). Ma głownię o długości 30-60cm, w większości z wzdłużną, wzmacniającą krawędzią

3 komentarze:

  1. Jest super, strasznie mi się spodobało! :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Extra blog! Będę go często odwiedzać! :) :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ładnie napisane, bez błędów, wszystko ślicznie. Postać Riki bardzo mi się spodobała, nie wiem dlaczego, ale przypomina mi Akame z Akame ga Kill xd
    I jestem bardzo ciekawa, kim jest ten chłopak ^^
    Ślę wiadro weny i do następnego rozdziału :*

    OdpowiedzUsuń